Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Zawsze chciałem wysłać kartkę z Rosji z napisem "From Russia with Love". Jest to tytuł filmu z Jamesem Bondem z roku 1963, na język polski przetłumaczono to jako "Pozdrowienia z Rosji".

Piosenka z filmu:

Pewnego dnia Polski Bus postanowił otworzyć nowe trasy z Warszawy do Rygi i Tallina. Zakupiłem bilety do Rygi po 2 złote i zastanawiałem się co z nimi zrobić. Ryga ładne miasto ale już byłem kilka razy i doszedłem do wniosku, że wykorzystam je aby zobaczyć Rosję. Dokupiłem za 2 złote bilet do Tallina i bilet za 12 złotych z Petersburga do Rygi. Po kilku tygodniach pojawiła się promocja 1 EUR na trasie Tallin - Petersburg. W sumie trasa: Warszawa - Petersburg kosztowała 8 złotych, a Petersburg - Warszawa za 14 złotych. Zaszalałem :)

Akurat wieczorem w dniu kiedy pojawiły się bilety zadzwonił do mnie kolega, znający biegle rosyjski i mówi, że chętnie pojechałby do Rosji. Sprawdziłem, że są jeszcze bilety po 15 złotych do Rygi (po 2 złote już nie było). Kupiłem dla niego bilety i jedziemy.

Pozostało zatroszczyć się o wizę do Rosji. Żeby otrzymać wizę potrzebny jest voucher. Napisałem do hotelu czy wystawią mi voucher, otrzymałem odpowiedź, że tak i zrobią to bezpłatnie. Poprosiłem o przysłanie voucherów, a hotel odpisał, że przyślą ale chcą mieć gwarancje, że jak nie przyjadę do nich to zapłacę za wystawienie voucherów i jako zabezpieczenie potrzebują xero mojej karty płatniczej. Wysyłanie xero karty jest niebezpiecznym rozwiązaniem. Zaczęła się wymiana maili z hotelem i w końcu przyszły vouchery bez zabezpieczenia finansowego, czyli zaufali mi na słowo. Pomyślałem sobie, że jednak z Rosjanami można się dogadać.

Z voucherami poszedłem do Ambasady Rosyjskiej po wizy. W Ambasadzie powiedzieli mi, że dostaje się wizę na tyle dni na ile opiewa voucher. Voucher miałem na 2 dni, a chciałem wizę na 5 dni. Nauczony doświadczeniem z hotelem, że z Rosjanami można się dogadać. Rozpocząłem negocjacje i pani, która przyjmowała wniosek w końcu skapitulowała. Poszła do konsula i wróciła po chwili z informacją, że konsul na wszystko się zgodził. W telewizji od 20 lat mówią, że z Rosją nie można się dogadać, chyba słabo się starają, ale zostawmy wielką politykę.

Przyszedł dzień wyjazdu, zgłosiłem się na przystanek Polskiego Busa na Młocinach. Przyszedł też kolega z dużymi torbami i jeszcze większym zapasem jedzenia. Polski Bus zawiózł nas z Warszawy do Wilna, gdzie się przesiadaliśmy na Polski Bus do Rygi. Do Wilna było dość dużo ludzi ale już do Rygi było tylko 7 pasażerów. W autobusie był bardzo rozmowny Amerykanin. Pochwalił się, że odwiedził już 53 kraje, a ja odparłem, że w ciągu doby odwiedzimy cztery. Po pogawędce zabrałem się za czytanie przewodnika o Tallinie, bo tam mieliśmy spędzić najbliższą noc i dzień.

W Rydze była kolejna przesiadka do Tallina. W autobusie do Tallina było tylko dwóch pasażerów czyli ja i kolega. Jechało 2 pasażerów i 2 kierowców w całym autobusie! Nie dziwię się, że Polski Bus zlikwidował tę nierentowną trasę. Zajęliśmy sobie miejsca leżące, na szczęście ten autobus miał siedzenia nadające się do spania. Po 17 godzinach od wyjazdu z Warszawy dotarliśmy do Tallina. Kierowcy (bardzo uprzejmi zresztą i znający j. angielski) powiedzieli nam jak dotrzeć do hostelu, gdzie zarezerwowałem nocleg. Hostel okazał się być blisko przystanku Polskiego Busa, przy promach. Pokój dwuosobowy był przyjemny i w ramach opłaty za nocleg była bezpłatna sauna i przechowalnia bagażu. Nocleg od osoby wyszedł 50 złotych. Zarezerwować go można przez booking tutaj Hostel ma bardzo dobrą lokalizację. 

Jako, że było już po północy szybko poszliśmy spać. Cały następny dzień mieliśmy spędzić w Tallinie. Rano kolega udał się do sauny, a ja wertowałem mapy i przewodnik. Okazało się, że o godzinie 12 jest oprowadzanie po Tallinie z przewodnikiem. Punktem zbiórki był punkt informacji turystyczna. Wycieczka jest bezpłatna ale na koniec wręcza się przewodnikowi napiwek.

O 12:00 zgłosiliśmy się do Informacji Turystycznej, była tam spora grupka międzynarodowego towarzystwa. Blond Estonka, oprowadzająca wycieczkę zaczęła od nauczenia turystów "dzień dobry" w jej języku. Później z werwą zaczęła opowiadać o historii Tallina i Estonii. Wspomniała też, że część Estonii należała do Polski (m.in. nadbałtycka Parnawa). Ruszyliśmy na spacer trasą najważniejszych zabytków i atrakcji. Cała wycieczka trwała około 2 godziny i rozstaliśmy się na Placu Ratuszowym.

Sobór w TallinieWidok na Stare Miasto w Tallinie

Sobór w TallinieSobór w Tallinie

Estońskie ciekawostki:

Estończycy uchodzą za prekursorów we wdrażaniu internetu w życiu społecznym. Był to pierwszy(!) kraj na świecie, który wprowadził głosowanie w wyborach przez  internet. Głosowanie zajmuje pół minuty,  tak twierdziła przewodniczka. W Estonii wymyślono też komunikator internetowy Skype. Wiele osób uważa, że Estonia stała się internetowym tygrysem dlatego, że miała bardzo młody rząd składający się z trzydziestolatków (średnia wieku 35 lat). W roku 2018 Estonia otworzy pierwszą na świecie ambasadę danych w Luksemburgu, aby zapewnić bezpieczeństwo swoich danych. Tallin jest też centrum cyberbezpieczeństwa NATO. Widać tam też wpływ skandynawskiego myślenia socjalnego np.: komunikacja autobusowa w Tallinie (dla mieszkańców) jest bezpłatna. Prezydentem Estonii jest kobieta - pani Kersti Kaljulaid.

Jeśli ktoś jest zainteresowany tym jak Estonia stała się liderem w branży technologicznej. Polecam artykuł w The Economist: www.economist.com/ , oby estoński przykład był inspirujący dla polskiego rządu.    

Stare Miasto w TallinieStare miasto w Tallinie.

Po turystycznym spacerze przyszła pora na obiad. Blisko Placu Ratuszowego jest pub Kompressor, moim zdaniem zdecydowanie przereklamowany. Zamówiliśmy danie firmowe czyli naleśniki i zupę solankę. Naleśniki dobre ale solanka taka sobie. W Petersburgu była dużo lepsza. Menu tego pubu znajdziemy tutaj

Po obiedzie udaliśmy się na Stare Miasto. Kolega chciał zobaczyć jak wygląda cerkiew w bocznej uliczce i skręciliśmy w jej kierunku. Po drodze zobaczyliśmy duży kościół, który okazał się być katedrą Św. Piotra i Pawła. W środku spotkaliśmy panie czekające na Mszę Św. w języku polskim. Od pań dowiedzieliśmy się, że do tego kościoła przyjeżdża Polonia nawet z Helsinek, czy estońskiej wyspy Sarema, gdzie są  także Polacy. Opowiedziały nam też historię o tym, że w czasach carskich nie było kościoła katolickiego w Tallinie i miejscowi Polacy zbierali się w lasach na Mszach Św.. Informacje o spotkaniach modlitewnych w lasach doszły do cara i pozwolił na wybudowanie kościoła.

Jako, że wieczorem mieliśmy autobus do Petersburga, to wróciliśmy po bagaże i udaliśmy się na dworzec autobusowy. Naszego autobusu Ecolines nie było w rozkładzie jazdy, ale w informacji powiedzieli, że jednak jedzie. Tutaj już poczuliśmy rosyjskie klimaty podróżnicze, które polegają na tym, że nie ma oznaczonego przystanku ani rozkładu jazdy ale w pewnym momencie zaczyna się zbierać grupka ludzi i autobus jednak przyjeżdża. Po co przystanek i rozkład jazdy? Przecież wszyscy wiedzą :). Nawet policja o tym wie, bo ich też się pytaliśmy. Tym razem też tak było. Przed godziną odjazdu zaczęła się zbierać grupka ludzi m.in. panie które jechały po firanki do Petersburga, bo tam ładniejsze i tańsze. I autobus przyjechał. 

Odległość do Petersburga z Tallina to tylko 350 kilometrów ale podróż trwa 6-7 godzin. Dość dużo czasu zajmuje przekroczenia granicy z Rosją. Pierwsza rzecz jaka mnie zdziwiła to opukiwanie samochodów, zaglądanie pod dywaniki itp. przez celników. Po wejściu do Unii Europejskiej odzwyczailiśmy się od dokładnych kontroli na granicy. Na granicy trzeba wysiąść z autobusu i ze swoim bagażem przejść kontrolę. Bagaże są prześwietlane. Celnicy korzystają z pomocy psów. Kolega wypatrzył specjalne pomieszczenie do kontroli osobistych, a ja napis: "coś zobaczyłeś, o czymś się dowiedziałeś, zadzwoń". Cała kontrola jednak przebiegła bardzo spokojnie i bezproblemowo. W sumie po czterokrotnym sprawdzeniu paszportów wjechaliśmy w bezkresne przestrzenie Rosji...

Na terytorium Federacji Rosyjskiej wjechaliśmy w środku nocy, więc za oknem autobusu niewiele było widać. Zastanawiałem się czy dlatego jadę do Petersburga, że bilety były po 2 złote, czy tak naprawdę ta historia zaczęła się w roku 2004 w Dreźnie, albo jeszcze wcześniej. Nocne rozmyślania przerwał sen. Autobusy Ecolines zapewniają zdecydowanie więcej miejsca niż Polski Bus, można spać. Łazienka też jest duża. Obudziłem się z drzemki na przedmieściach Petersburga na nowoczesnej autostradzie. Estakady; skrzyżowania takie jak na Zachodzie. Nie tak wyglądają rosyjskie drogi na filmikach w internecie.

Z autobusu wysiedliśmy na dworcu Witebskim. Miałem wydrukowaną mapkę jak dojść do hotelu ale było ciemno i zaczęliśmy błądzić. Zapytaliśmy Rosjanina, który szedł do pracy, jak dojść do hotelu i nas zaprowadził do metra. Pojechał z nami kawałek.

Samo metro w mieście nad Newą jest rozległe, linie mają 114 kilometrów długości. Petersburskie metro należy do najgłębiej położonych na świecie. Najniżej położona stacja jest na głębokości 86 metrów, co wiąże się z koniecznością jechania daleko w dół schodami ruchomymi, czego nie lubię. Daleko na końcu schodów widać panią w dyżurce, która sprawdza czy wszystko jest okey, a czasem śpi :). Niektórzy się zachwycają stacjami w stylu socrealizmu ale na mnie ta sztuka nie zrobiła wrażenia. Co ciekawe na stacjach jest pokazywany czas od odjazdu pociągu tak jak kiedyś było w Warszawie, a wagony takie jak nasze stare rosyjskie. Ze stacji metra najbardziej zapamiętałem bardzo charakterystyczny zapach smarów maszynowych, pewnie pociągi są nimi konserwowane.

W wejściu do metra były bramki do wykrywania metali i policja. Za pierwszym razem dziwią takie środki bezpieczeństwa, później człowiek się do nich przyzwyczaja. Przed wejściem na dworce kolejowe, autobusowe, metro, do centrów handlowych znajdują się bramki do wykrywania metali i policja. Np. na dworcu kolejowym Witebskim było dużo więcej policji niż pasażerów, chyba trafiliśmy na moment rozprowadzenia policji na posterunki. Przed wejściem na dworzec autobusowy też była bramka i kilku policjantów z psem. Pasażerów niewiele więcej. Przypuszczam, że te środki bezpieczeństwa związane są zaangażowaniem Rosji w wojnę w Syrii i groźbami ataków terrorystycznych. W ogóle na ulicach Petersburga widać dużo umundurowanych żołnierzy różnych formacji, oficerów i kadetów. Jak widać, nawet tak szerokie środki bezpieczeństwa nie uchroniły przed atakiem terrorystycznym w metrze. 

W Polsce nie widać żołnierzy w przestrzeni publicznej czyli w pociągach, na ulicy, w sklepie, w komunikacji miejskiej. Polscy żołnierze po pracy przebierają się w ubrania cywilne i tak wracają do domu. Żołnierzy służby zasadniczej też nie widać na ulicy, bo taka służba została w Polsce zlikwidowana. Widok umundurowanych żołnierzy daje społeczeństwu poczucie bezpieczeństwa, to źle, że w Polsce się o to nie dba. Za zachodnią granicą - islamski terroryzm, za wschodnią - wojna na Ukrainie. To nie pora żeby się rozbrajać.

Ermitaż wycieczka kadetówWycieczka kadetów w Ermitażu

Wróćmy jednak do naszej wycieczki. Wysiedliśmy na stacji metra przy Newskim Prospekcie, czyli w samym centrum Petersburga. Było po godzinie 6 rano, a nocleg mieliśmy od 12. W Petersburgu zimą jasno się zaczyna robić około 10 rano. Zajrzeliśmy do stołówki, która okazała się być później naszą ulubioną w mieście nad Newą. Nie za bardzo było co robić w mieście. O siódmej poszliśmy do hotelu. O dziwo pozwolili nam już tak wcześnie się zakwaterować. Obok rosyjskiej gościnności, pomógł pewnie mój wysoki status w programie lojalnościowym (o programie przeczytamy tutaj). Spaliśmy do godziny 11 czyli do czasu, gdy już było zupełnie jasno.

Zwiedzanie zaczęliśmy od Newskiego Prospektu. Jest to główna ulica miasta. Petersburg jest bardzo dużym miastem, liczącym 5 milionów mieszkańców. Przez centrum przepływają tłumy ludzi, przejścia dla pieszych są dwukierunkowe, sygnalizacja odlicza pieszym czas do zmiany świateł. Sam Newski Prospekt nie jest wyłączony z ruchu samochodowego. Samochody są podobne, a nawet lepsze niż w Warszawie ale rzuca się w oczy, że mycie aut to nie jest ulubione zajęcie mieszkańców Petersburga. Może przy tej pogodzie byłaby to syzyfowa praca. Optymista powiedziałby, że inwestycje w myjnie samochodowe miałyby tutaj przyszłość. Za to sama ulica jest myta przez specjalistyczne samochody. Kamienice są pomalowane na  kolor żółty, jaskrawy niebieski i zielony co ożywia miasto w ciemniejszych porach roku.    

Newski Prospekt - Petersburg Newski Prospekt - główna ulica Sankt Petersburga. Więcej w języku angielskim możemy przeczytać tutaj Newski Prospekt z jednej strony zamyka Sobór Aleksandra Newskiego, a z drugiej strony Budynek Admiralicji i Ermitaż.  

Sobór Zmartwychwstania Pańskiego w PetersburguSobór Zmartwychwstania Pańskiego w Petersburgu (popularnie nazywany "soborem na krwi", dlatego, że w tym miejscu zamordowano cara)

Ermitaż w PetersburguErmitaż jest to muzeum, które posiada największe zbiór malarstwa na świecie.          

Ruszyliśmy Newskim Prospektem w kierunku Ermitażu. Po drodze wstąpiliśmy do polskiej bazyliki św. Katarzyny. Zwiedzaliśmy też Sobór Każański z cudowną Ikoną Matki Bożej Kazańskiej. Do obrazu była długa kolejka wiernych. Sobór Kazański został zbudowany na wzór Bazyliki Św Piotra w Rzymie. To efekt zachwytu cara Piotra I zachodnią Europą i przenoszenia stamtąd wzorców do Sankt Petersburga. Tego typu fascynacji cara Zachodem znajduje się bardzo dużo w Petersburgu. Sobór na Wyspie Zajęczej wygląda w środku tak jak włoski kościół katolicki, a nie cerkiew prawosławna. Sobór Kazański jest to świątynia która "żyje". Niestety wiele rosyjskich cerkwi zostało w czasach ZSRR zamienione na muzea (znaczna część w ogóle zlikwidowano). Takie sobory, zmienione na muzea, to miejsca bez duszy, bo ani to muzeum, ani świątynia.

Dalej poszliśmy w kierunku Ermitażu. Jest to olbrzymie muzeum i już resztę dnia spędziłem w tym miejscu. Ermitaż ma największą kolekcję malarstwa na świecie. Robi duże wrażenie, zwróciłem uwagę na mnogość dzieł Rubensa. W Polsce prawie nie ma dziel tego malarza, był obraz Rubensa: "Zdjęcie z Krzyża" ale został skradziony w czasach PRL. Przetrwał wszystkie pożogi wojenne i dopiero w Polsce rządzonej przez komunistów zaginął w pozorowanym pożarze. Czy wszystko wiedzące służby bezpieczeństwa PRL stały za tą kradzieżą? Może kiedyś się tego dowiemy. Wróćmy jednak do Petersburga. Ermitaż ma też bardzo znaczną kolekcję dzieł impresjonistów. Jest to oddzielny budynek z mylącą nazwą odnoszącą się do sponsorów. Wejście jest po przeciwnej stronie placu. 

W drugim dniu pobytu kolega pojechał do Pałacu w Peterhofie, a ja pojechałem do Carskiego Sioła. Znajduje się tam Pałac Katarzyny i słynna Bursztynowa Komnata. Caryca Katarzyna postanowiła w Carskim Siole wybudować dla siebie pałac, bo nadbałtycki klimat pałacu Peterhof jej nie odpowiadał. Carskie Sioło i Bursztynowa Komnata to temat na oddzielny artykuł. Zdjęcia można zobaczyć tutaj i tutaj 

Trzeciego dnia naszego pobytu w Petersburgu, zaczęliśmy zwiedzać Wyspę Zajęczą. Złote kopuły soboru na wyspie bardzo ładnie prezentowały się w ośnieżonej przestrzeni. W soborze znajdują się sarkofagi z członkami rodziny carskiej. Na wyspie jest twierdza od której zaczęto budować Petersburg. W twierdzy znajduje się więzienie gdzie byli przetrzymywani wrogowie cara, m.in. komuniści z Feliksem Dzierżyńskim na czele. W twierdzy pietropawłowskiej osadzony został Tadeusz Kościuszko po upadku Insurekcji.

Po zwiedzaniu Wyspy Zajęczej poszedłem zwiedzić "Sobór na Krwi". Jest to zdaje się najsłynniejszy zabytek Petersburga. Moim zdaniem soborowi "brak jest duszy" bo został zamieniony na muzeum. Świątynia prawosławna, bez wschodnich śpiewów, zapachu świec itd. traci wiele i staje się mało atrakcyjna. Właściwie to chyba właśnie o to chodziło przywódcom radzieckim gdy zmieniali cerkwie w muzea ateizmu. Obecnie jednak obserwuje się powrót do religijności w Rosji. Druga tajemnica fatimska mówi że: "jeżeli Rosja się nawróci, to nastanie pokój"  

Po zwiedzeniu Soboru poszliśmy z kolegą na polską Mszę św. do bazyliki św. Katarzyny. Msza była po polsku ale ogłoszenia parafialne po rosyjsku. Nie wiem dlaczego.

O 17tej mieliśmy opuścić hotel i wieczorem wracaliśmy do Polski. Zrobiliśmy zakupy, zjedliśmy kolację w naszej ulubionej stołówce i trzeba było wracać do Polski. Kolega był zachwycony wycieczką, mimo, że został okradziony z telefonu w metrze. Mi też się podobało. Już po 4 miesiącach wróciliśmy do Petersburga.

W drodze powrotnej starczyło nam czasu na kilkugodzinne zwiedzanie Rygi.

Po powrocie z Petersburga gdy mówiłem, że wróciłem z Rosji, często słyszałem pytanie: "Jak tam jest?"

Pogoda 

W ciągu trzech listopadowych dni w Petersburgu spotkaliśmy wszystkie najgorsze typy pogody jakie mogą wystąpić w Polsce, przez cały rok. Czyli padający lód z nieba, śnieg z deszczem, śnieg, zamarzający deszcz. Do tego bardzo krotki dzień, widno robiło się między godziną 10, a 11 rano. Po naszym powrocie rozpoczęły się długotrwałe mrozy poniżej 25 stopni C. Gdy wróciliśmy wiosną rzeka Newa i Morze Bałtyckie były zamarznięte.

Rosjanie

Jest to naród z natury bardzo gościny. "Innostrancowi" podarują jakiś drobny prezent, są ciekawi ludzi, pytają a skąd? a dlaczego? Przyjaźnie nastawieni do Polaków, co może zaskakiwać biorąc pod uwagę napięcia polityczne ma linii Warszawa - Moskwa. Dużo się uśmiechają mimo okropnej pogody. Polakom zdecydowanie byłoby nie do śmiechu w taką aurę. Sposób bycia czasem jest proletariacki. Komuniści chcieli, w oparciu o klasę robotniczą, stworzyć nowego radzieckiego człowieka. Eksperyment się nie udał ale jakieś echa tego można ciągle odczuć. Znajomość angielskiego raczej jest rzadka, ale za to chętnie będą uczyli przybysza rosyjskich słów. Dobrze przed wyjazdem nauczyć się chociaż czytać rosyjskie litery, to już nam dużo ułatwi.    

Jedzenie

Jedzenie jest bardzo dobre; Rosja to duży kraj i czerpie z różnych tradycji kulinarnych. Kuchnia rosyjska inspirowana kaukaskimi potrawami jest bardzo smaczna, ale też tłusta np.: na kotlet jest dokładany dodatkowy plasterek słoniny i plasterek pomidora, do rosołu wkładają jajko. Przy takim klimacie takie kaloryczne jedzenie jest jak najbardziej właściwe. Zupę je się już na śniadanie. W ogóle w rosyjskim pojęciu nie ma ogólnego określania na zupy. Każda funkcjonuje pod osobną nazwą jako konkretna potrawa. Koniecznie trzeba spróbować solanki i innych zup, są świetne.

Kryzys

Widać skutki kryzysu czyli niskich cen ropy i sankcji. Można zauważyć żebrzących ludzi w metrze, czy na ulicy. Towary z zagranicy są w sklepach drogie. Jeśli nie chcemy na nasz wyjazd dużo wydać to wybierajmy rosyjskie towary. Zresztą międzynarodowe marki w Rosji są te same co w Polsce, więc te produkty nie są dla nas atrakcją.

Ubranie

Długie pikowane kurki, w ciemnych kolorach to najczęściej spotykane ubrania wśród starszych ludzi. Takie ubranie chroni przed zimowym wiatrem. Młodzież ubiera się bardziej kolorowo, na zachodnią modłę.

Socjalizm

Dość często można spotkać relikty z poprzedniej epoki jak np.: wisząca (na poczcie) na sznurku książka skarg i zażaleń. U nas takie rzeczy tylko na filmach. Konserwy z tak grubej blachy, że trafnie były nazywane w PRLu pancernikami. Ogólnie też widoczne jest nadzatrudnienie czyli pracuje więcej ludzi niż jest potrzeba. Bardzo często widzi się pracujące panie 50 +, u nas panie w tym wieku najczęściej już są na aucie zawodowym. Bardzo liczna jest sieć stołówek, coś na kształt naszych dawnych barów mlecznych. Jedzenie tam jest niedrogie, tak że przypuszczam, że są mocno dotowane przez państwo.   

Koszt 6 dniowej wycieczki do Petersburga i Krajów Bałtyckich - 348 złotych

Dzięki niskiemu kursowi rubla i zakupie biletów w Polskim Busie w super promocji, koszt wyjazdu był niewielki. Kurs rubla dwa lata przed naszym wyjazdem był aż 250 % wyższy więc wtedy wyjazd byłby znacznie droższy. Całkowity koszt wyniósł tylko 348 złotych. 

Przejazdy 

Warszawa - Tallin -  Petersburg:  8 złotych (bilet w najniższych promocyjnych cenach w Ecolines i Polskim Busie)

Petersburg - Ryga -  Warszawa: 14 złotych (bilet w najniższych promocyjnych cenach w Simple i Polskim Busie)

marszrutki i metro około 10 złotych

Noclegi

Hotel w Tallinie: 50 złotych od osoby

Hotel w Petersburgu: 70 złotych od osoby

Ubezpieczenie

54 złote w PZU

Bilety wstępu 

Bilet wstępu do Pałacu w Carskim Siole - 24 złotych

Bilet wstępu do Galerii Ermitaż - 18 złotych 

Posiłki i zakupy spożywcze

około 100 złotych 

Wiza

0 złotych

Voucher wystawił hotel bezpłatnie. 

Hotele które bezpłatnie wystawią wizę znajdziemy pod linkiem: hotele Petersburg        

Zdjęcia z Petersburga można zobaczyć tutaj i tutaj    

Jak samodzielnie załatwić wizę przeczytamy tutaj      

Promocje autobusowe znajdziemy tutaj

Jak szukać noclegów przeczytamy tutaj

Komentarze   

0 #1 86Nelson 2017-08-02 05:32
I see you don't monetize your site, don't waste your traffic,
you can earn additional cash every month because you've got hi quality content.
If you want to know what is the best adsense alternative,
search in google: adsense alternative Mertiso's tips
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież